Grałam na libero. Moje 1.75 wystarczyło bym grała na tej pozycji. Nie byłam silnym dzieckiem, ale tatuś świetnie nauczył mnie przyjmować. Wujek Igła był ze mnie bardzo dumny, że mój wybór pozycji padł właśnie na libero.
Podczas rozpoczęcia sezonu dużo się wydarzyło.
Przed rozpoczęciem meczu zawsze słucham muzykę. Przed tym meczem nie było inaczej.
Siedziałam sama w szatni. Na uszach miałam słuchawki, a z nich leciała akurat moja ulubiona piosenka. Do szatni zaczęły się schodzić dziewczyny. Zrobiły tyle hałasu, ze nie mogłam usłyszeć ostatnich 39 sekund piosenki. Stwierdziłam, ze zacznę juz się rozgrzewać. Włożyłam do plecaka mp3 i pobiegłam na sale, która jak zwykle siała pustkami. Na trybunie, nad ławką rezerwowych siedział Kuba z kolegami. Siedział też tam chłopak, który mi się strasznie podobał. Jak zwykle się wygupiali. Wskoczyłam na trybune i się z nimi przywitałam.
- Panna Bąkiewicz jak zwykle pierwsza przygotowana do meczu- zażartował sobie Kuba.
- Chodźcie na parkiet poprzyjmuje sobie waszą zagrywkę- poprosiłam ich.
- Ale ty nie dasz rady- powiedział najwyższy chłopak z grupki.
Kuba zaczął się śmiać.
- Robimy zakłady. Jeśli Liza przyjmie 5/10 zagrywek przyjmie bezbłędnie i będzie można z nich zrobić jeszcze fajna akcje to Dawid stawia kolacje Lizie, a jeśli jej nie wyjdzie to stawia mu pół metra piwa. Wchodzicie w to?
- Jasne.
Kuba chciał mi coś chyba powiedzieć do ucha, ale zamiast tego dał mi buziaka w policzek.
Rozgrzałam się bardzo dokładnie. Dawid już czekał na to by mógł zagrywać.
Usłyszałam gwizdek.
Dawid podrzucił ja bardzo wysoko, a później z całej siły ja uderzył. Poleciała idealnie na moje dłonie. Idealnie przyjęłam. Misiek rozegrał krótka do Kuby i jest. 1:0 dla mnie.
- Krzysiek mierzyłeś?
- 100km/h- krzyknął chłopak.
4:5 dla Dawida. Ręce mi wysiadały. "Dam rade. Tata z wujkiem Bartkiem mocniej zagrywali. Jedno dobre przyjęcie i wygram ten cholerny zakład." pomyślałam sobie i piłka leciała na mnie. Skrót. Przyjęłam, ale rozgrywającemu piłka się ślizgnęła i nie ma ataku.
4:5 dla Dawida. Ręce mi wysiadały. "Dam rade. Tata z wujkiem Bartkiem mocniej zagrywali. Jedno dobre przyjęcie i wygram ten cholerny zakład." pomyślałam sobie i piłka leciała na mnie. Skrót. Przyjęłam, ale rozgrywającemu piłka się ślizgnęła i nie ma ataku.
- Wygrywa Dawid- oświadczył kolega z radarem.
- Ej panowie! Ostatnia akcja to ewidentny błąd rozgrywającego- krzyknął Kuba.
- Nie, źle mi piłkę dostarczyła- powiedział Michał.
- Wynocha panowie, drużyny chcą się rozgrzewać, a wy jesteście na boisku- krzyknął mój trener.- A ty, Liza nie kumpluj się z nimi. To są łobuzy.
Chłopacy zaczęli się ze sobą kłócić. Kuba zaczął się szarpać z Miśkiem. Dołączył się Dawid. Kuba się nieźle wkurzył. Uderzył Michała z lewego sierpowego. Polała się wtedy krew. Zaczęli się napieprzać. Podbiegłam do nich.
- Kuba, Michał, Dawid! Przestańcie! - krzyczałam.
Dostałam pięścią w oko i upadałam. Reszty już nie pamiętałam. Obudziłam się dopiero w szpitalu.
Otworzyłam delikatnie oczy. Zauważyłam Kubę. Trzymał mnie za rękę i coś mówił.
- Luiza, przepraszam Cię. Nie chciałem żeby coś ci się stało. Jesteś moją okruszynka. Jesteś dla mnie całym światem- szeptał.
Przytulił mocniej moja rękę do swojej twarzy. Poczułam coś mokrego. Usłyszałam odsuwanie krzesła, a później coś miękkiego na wargach.
- Szkoda, że obiecaliśmy sobie tylko przyjaźń- powiedział Kuba i wyszedł.